STOWARZYSZENIE METODY SOMAYOG, EDUKACJI I ROZWOJU

Co łączy sztukę z Jogą i Techniką Alexandra

 Całkiem niedawno wzięłam udział – jako odbiorca – w wydarzeniu artystycznym. Zauważyłam niezwykły wpływ, jaki to wydarzenie na mnie wywarło: byłam poruszona, miałam łzy w oczach i dreszcze na całym ciele. Te fizyczne i emocjonalne objawy wskazywały na głębszy proces, jaki odbywał się na skutek kontaktu ze sztuką w całej mojej istocie. Proces ten wymyka się dokładnej definicji, najprościej można opisać go jako zmianę energetyczną. Artystka intensywnie poruszyła energię swoim działaniem, co spowodowało reakcję we mnie i zapewne w wielu innych odbiorcach jej sztuki.

Zaczęłam się zastanawiać, która część mnie jest odpowiedzialna za tę reakcję, jaki zmysł umożliwia mi postrzeganie piękna, harmonii, dobra – tych wszystkich ideałów, za którymi w codziennym życiu nieustannie tęsknimy, nie zawsze zdając sobie z tego sprawę. To piękno, dobro i harmonia musi już w jakiś sposób we mnie istnieć, skoro potrafię rozpoznać je w sztuce - tak jak umiejętności fachowca może ocenić tylko inny specjalista w danym fachu… Co ciekawe, owo uczucie dotknięcia Absolutu było mi znane z zupełnie innego podwórka: praktykując medytację jogiczną lub działając zgodnie z naukami Techniki Alexandra doznawałam często bardzo podobnego stanu. Zdałam sobie sprawę, że celem sztuki, jogi, Techniki Alexandra i innych technik rozwijających świadomość jest to samo: obudzenie w człowieku istniejącego w nim od zawsze potencjału piękna, mądrości i doskonałości. Nie bez przyczyny sztuka uważana była zawsze za coś wyższego niż rzemiosło, coś bliższego duchowi niż materii. Tworzenie wymaga sięgnięcia do swojego pełnego potencjału, otwarcia umysłu ponad zwyczajowe wzorce i przyjęte normy - na wymiar, w którym przebywa natchnienie. Z weną jest tak samo, jak z medytacją, która ogarnia, zdarza się, przybywa, gdy tylko stworzymy dla niej przestrzeń. Nie jesteśmy w stanie jej wymusić ani sfabrykować. Dzieła sztuki tworzone na siłę, z intelektu, nie są prawdziwymi dziełami sztuki, jest to co najwyżej sprawne rzemiosło. Brakuje im istotnego czynnika z wymiaru innego, niż ten znany nam na co dzień, brakuje tej szczególnej jakości, która porusza energię odbiorcy. Tak samo medytacja praktykowana intelektualnie nie jest medytacją, ponieważ nie zmienia elektrochemicznej czynności mózgu, nie porusza energii. Jest tylko siedzeniem z zamkniętymi oczyma w elegancko wyprostowanej pozycji i daje co najwyżej relaks. Pamiętam godziny spędzone na takiej „medytacji”, gdy nie wiedząc do końca, o co w tym chodzi, trzymałam się własnej idei medytowania. Dopiero dobry nauczyciel wytrącił mnie ze sztywnego wzorca moich intelektualnych wyobrażeń dotyczących medytacji i dał mi możliwość doświadczenia prawdziwego medytacyjnego stanu, czym spowodował, że otworzyłam się na to doznanie, pozwalając mu zaistnieć bez oczekiwań. Nauczyłam się też „zapraszać” medytację do swojego umysłu - a gdy się nie wydarzała, nie udawałam, że medytuję. Pamiętam też, że wielokrotnie, bez żadnych planów w tym kierunku, stan medytacji pojawiał się we mnie spontanicznie w chwilach kontaktu z wyjątkowym pięknem i harmonią, które „zapierały dech” i zmieniały moją percepcję rzeczywistości.

Sztuka oferuje taką transformację nagle i niespodziewanie. Niestety zwykle nie jest to stan trwały. Najczęściej musimy regularnie powracać do intensywnych doznań, związanych z tworzeniem i odbiorem sztuki, poszukując coraz to nowych dzieł, aby odświeżyć kontakt z pięknem ukrytym wewnątrz nas, do którego na co dzień nie mamy dostępu. Dobra wiadomością jest, że z każdym takim kontaktem wzrasta nasza wrażliwość i świadomość, stajemy się coraz bardziej otwarci na nowe, niespodziewane bodźce. Im bardziej jesteśmy otwarci, tym więcej informacji jesteśmy w stanie przyjąć, a każda nowa informacja rozszerza naszą perspektywę i coraz skuteczniej uwalnia od niewiedzy.

 

Joga i Technika Alexandra próbują ugryźć tę kwestię od innej strony. Joga kieruje umysł bezpośrednio do stanu transcendencji, tego samego, który generowany jest przez kontakt z arcydziełem. Jogini odkryli, że umysł jest w stanie przenieść się na ten poziom samoistnie, także bez bodźców zewnętrznych. Doprowadzili więc do perfekcji i usystematyzowali techniki docierania na ten poziom. Nie oznacza to oczywiście, że jogin jest obojętny na działanie sztuki – wręcz przeciwnie, ze względu na podwyższoną wrażliwość odbiera ją szczególnie mocno, z tym, że stan ten jest mu znany i w jakiś sposób definiowalny. Joga czyni każdego z nas artystą: także tych, którym brak talentów umożliwiających fizyczną manifestację swojego potencjału.

Z kolei Technika Alexandra traktuje ciało i umysł człowieka jako narzędzia artysty, którymi możemy posługiwać się byle jak (co powszechnie robimy, marnując ich nieograniczone możliwości), lub po mistrzowsku, tworząc arcydzieło obecne w każdym działaniu. Nie dziwi więc ogromne zainteresowanie, jakim Technika Alexandra cieszy się wśród artystów, szczególnie tych, którzy przekazują sztukę używając głównie własnego ciała (jak tancerze, muzycy, aktorzy, śpiewacy). Dzięki Technice Alexandra artysta z rzemieślnika staje się mistrzem, poruszającym energię w odbiorcach i w samym sobie, dzięki czemu osiąga maksimum satysfakcji z aktu tworzenia.

 

Zarówno joga jak i Technika Alexandra uczą świadomego życia w każdej chwili. Takie działanie zyskało niedawno osobną nazwę: mindfulness, choć znane było na długo przed tym dzięki treningom uważności , wchodzącym w skład praktyk Zen lub Vipassany. Taka podwyższona świadomość umożliwia kontrolę nad umysłem, który bez tej kontroli pogrąża się w chaosie marnując energię na przypadkowe wewnętrzne monologi lub nieadekwatne do rzeczywistości, nietrwałe emocje. Wszyscy to znamy… W takim stanie umysł jest źródłem cierpienia. Kontrola umysłu wykazuje dokładnie, że cierpienie jest jego wytworem. Im skuteczniej kontrolujemy umysł, tym mnie j cierpimy. Mniej też cierpi ciało, które jest posłuszne umysłowi i dopiero, gdy umysł przestanie je torturować, ciało otrzymuje wystarczającą przestrzeń na samoregenerację. Wtedy cudownie zdrowieje z większości uciążliwych przypadłości. Zdrowi, stabilni, z wyćwiczonym umysłem możemy sięgnąć po transcendencję, gdzie spotkamy się z czystym pięknem. Do tego miejsca sięgają także artyści tworząc dzieła wielkiej miary. Osoby praktykujące pracę z umysłem potrafią w tym stanie przetrwać dowolnie długo. Ci artyści, którzy nie znają możliwości swojego umysłu, często po akcie tworzenia brutalnie upadają w szarą codzienność, boleśnie odmienną od doskonałej przestrzeni inspiracji. Z tej przyczyny praca duchowa jest szczególnie ważna dla twórców, aby umieli ochronić się przed kontrastami własnych emocji. Znam wielu wybitnych artystów praktykujących jogę lub Technikę Alexandra. Oni nie musza płacić sztuce haraczu z własnego spokoju i szczęścia, co spotyka twórców nie pracujących z własnym umysłem. Wszyscy znamy tragiczne historie wielkich mistrzów, którzy nie unieśli ciężaru tworzenia…

Nieprzypadkowo słowo „mistrz” określa zarówno genialnego artystę, jak i duchowego przewodnika. Ich dziedziny są pokrewne, a prawdziwy mistrz tworzy arcydzieło z każdej minuty swojego życia, inspirując wszystkich, którzy się z nim zetkną. Bowiem „kwanty inspiracji”, zgodnie z zasadą zachowania energii, zostają przekazane dalej, rozprzestrzeniają się. Zainspirowana sztuką mojej przyjaciółki napisałam ten tekst. Mam nadzieję, że on z kolei wywoła u kogoś potrzebę wyrażenia swojego potencjału w niepowtarzalny, właściwy tej osobie sposób. Dzieląc się ze światem swoją unikalną istotą, stajemy się artystami życia i poznajemy swoje możliwości na coraz głębszych poziomach.

Inga Schorowska